Info

Witam na moim blogu rowerowym :) Zostawilem z tyłu w
sumie: 53796.12 km
offroad: 2520.45 km
średnia: 23.21 km/h i jeszcze jestem za cienki aby smigac szybciej ;)
Pozdrawiam mxdanish
Wiecej o mnie.









Odwiedzone regiony

Statystyki
Ostatnie zdjęcia
205.40 km
09:30 h
Prędkość śr.: 21.62 km/h
Prędk. max.: 46.00 km/h
W górę: 1187 m
CAD avg:
HR avg:
Temp.:28.0 °C
Kal.: 8468 kcal
Rower: Radon
Tour de Zachodniopomorskie Dzień 2
Czwartek, 13 sierpnia 2015 · dodano: 17.08.2015 | Komentarze 0
Rano wstałem bezboleśnie. Niebo zachmurzone, powietrze chłodne ale jakoś tak parno się wydawało.Zjadłem śniadanie, pożegnałem się z panią na recepcji i ruszyłem na drugą rundę wyprawy. Cel - południowo-zachodni kraniec województwa zachodniopomorskiego.
Z Wałcza kierunek Człopa, mógłbym tam dotrzeć jadąc prosto krajówką 22, ale po co? To by było za nudne. Parę kilometrów za miastem, w Strącznie, zjechałem z krajówki i spokojnie toczyłem przyjemnie zapowiadającym się asfaltem. Szybko jednak co fajne się kończy i tak też było w tym przypadku. Ślad na dakocie nakazał mi skręcić w polną drogę, która przez kolejne kilka 4-5 km raczyła mnie dziurami, piachem i kamieniami. W Dzikowie na szczęście nastąpiła miła zmiana na drogę asfaltową, pustą, z linią drzew po bokach, cud miód malina :)
Na chwilę zahaczyłem jeszcze raz o 22-kę i znowu skok w bok. Tym razem na szeroką leśną asfaltówkę wyglądającą jak stary pas startowy. Okazało się, że nie tylko ja nią jeżdżę :) TIRy, chcące uniknąć opłat viatol również się tam kierowały, na szczęście w ilościach znikomych, więc obyło się bez nerwów. Droga prosta jak strzała po horyzont.
W Człopie już gorąco, bardzo gorąco a to było dopiero około godziny 9:00!!! Pod małym sklepikiem zjadłem pyszną drożdżówkę, popiłem colą i popytałem miejscowych o moje kolejne etapy. Wygląda na to, że czeka mnie wiele mniej lub bardziej ciekawych dróg a także dostałem oficjalne ostrzeżenie przed wilkami :)
Tak czy inaczej azymut na Załom. Stara droga asfaltowa prowadząca do parku narodowego okazała się pięknie położoną, znośną drogą w przepięknym lesie. Zanim jednak dotarłem do Pustelni gdzie miał zacząć się park narodowy, zmieniła się ona w leśny dukt o przyzwoitej nawierzchni.

Tuż przed wjazdem do Darwieńskiego Parku Narodowego© mxdanish

Droga w Darwieńskim Parku Narodowym© mxdanish
Drawieński Park Narodowy - piękny! Rewelacyjne lasy takie jakie kocham, jadąc przypomniały mi się czasy młodości, kiedy to spędzałem z tatą godziny na grzybach.
Powiem szczerze, że nawet kopny piach, który momentami zmuszał do zejścia z roweru, nie uprzykrzył mi jazdy :) Minąłem leśnictwo Sówka oraz Jaźwiny, gdzie las przecinała malownicza mała rzeczka.

Drawa rzeczka w Darwieńskim Parku Narodowym© mxdanish

Most na Drawie w Darwieńskim Parku Narodowym© mxdanish
Nie wiem czemu ale kolejny etap nie wrył mi się w pamięć niczym specjalnym. Drogi ciągnęły się na zmianę lasami, polanami, polami. Asfalty, kostki brukowe, lub też ubite szlaki leśne. Wszystko mijało a kilometry narastały sukcesywnie.
Pamiętam jedynie, że tuż za Chłopowem miałem odbić na Jarosławsko ale spotkałem okrutny bruk i szybko zdecydowałem się na objazd o parę km na południe aby uniknąć tej wątpliwej przyjemności. Objazd ten spowodował, że liznąłem dodatkową gminę w województwie lubuskim :) więc wielkiego żalu nie miałem :P
Z Barlinka do Myśliborza spokojnie, bez pośpiechu, gorąco jednak dawało się we znaki i wymuszało częstsze postoje niż to miałem w planach. Przekroczyłem po drodze nową trasę S3 - a mówią, że w Polsce rośnie mało nowych dróg :)
Raz również zasugerowałem się podpowiedzią telefonu i odbiłem z zaplanowanej trasy aby odwiedzić shella ale okazało się, że shella już nie ma :/ Wiem wiem - to tylko 2km dodatkowej jazdy ale byłem i tak zdenerwowany. Na dodatek zaczynało mocniej wiać z bliżej nie określonego kierunku.
Kierunek wiatru ukształtował się dopiero na ostatnim etapie z Myśliborza do Dębna i na szczęście dla mnie obrał kierunek pomagający :) Tym sposobem ostatnie 25km minęło mi bardzo szybko :)
W Dębnie zakupy na kolację, cola, piwko i worek lodu do coli :)
Parę kilometrów za miastem odszukałem małe jeziorko, gdzie na plaży mimo późnej pory odbywało się kilka grubych imprez a miejscowa młodzież dość głośno szalała przy grillach.
Objechałem zbiornik dookoła i znalazłem najlepsze miejsce na rozbicie namiotu, delikatnie oddalone od ścieżki ale względnie blisko jeziora. Postawiłem noclegownię, rozgościłem się, przepłynąłem się kawałek dla ochłody i zabrałem się za ognisko. Kiełbaska z ogniska - pychotka :) Spiłem browarka i do spania.

Odnaleziona miejscówka nad jeziorem Doszatyń© mxdanish

Moja noclegownia nad jeziorem Doszatyń© mxdanish

Ognisko i kiełbaski nad jeziorem Doszatyń© mxdanish
Kategoria 3. 100-?, Gminy, Pętle Wojewódzkie